Trochę o sobie samym…

Oto Wojtek

Moja Historia.
 Moje Działania.

No więc oto ja – Wojtek Sadowski.
W sumie „mieszczuch”, który tak jak się urodził w Gdyni, tak już 40 lat, nadal mieszka w Gdyni

Jeszcze słowem wstępu muszę nadmienić, że od wielu lat mam hopla na punkcie sprzętu i konfiguracji elementów informatycznych, elektrycznych, elektronicznych, teraz to się nazywa mechatronicznych. 

Moja przygoda z komputerami zaczęła się jeszcze w czasach, kiedy procesory miały prędkości poniżej 100 MHz. 
Osobiście zaczynałem z mega niskim budżetem, bo w domu się nie przelewało.

Zacząłem dość szybko (gdzieś tak w 6-7 klasie podstawówki) składając swojego pierwszego PC’ta. Był nim 286 od AMD  o zabójczej prędkości 16 MHz w trybie Turbo (które prawie zawsze było włączone), dyskiem twardym MFM 5,25″ o „gigantycznej” pojemności 19,82 MB i pamięć ram – całe 2 MB, zmodyfikowane od razu po zakupie.
Jednocześnie lub chwilę przed tym czasem, wraz z innym kolegą poznawałem „tajniki motoryzacji”, bo dostałem Motorynkę i już wiedziałem, że to moje drugie zamiłowanie. Coś naprawić, poprawić, doprowadzić do oryginału… Albo, żeby po prostu działało…

Ten mój pierwszy komputer poskładałem samodzielnie, z różnych używanych części – choć niektóre dokupowane były nowe. Jak dziś pamiętam zakup dwóch „kości” ramu po 1MB każda, za magiczne 2’400’000 zł – tak, tak, odpowiednia ilość zer – to było dwa miliony czterysta tysięcy złotych. No, ale to jeszcze przed denominacją i jak dziś pamiętam, że pierwsze co, to musiałem dolutować do nich nóżki.
Kolega Mateusz, który był tego świadkiem, mówił wtedy: „…nie wierzę, że właśnie puszczasz z dymem prawie dwie i pół bańki…” – tak, tak – przy lutowaniu zazwyczaj się trochę dymi… a to była zwyczajna przeróbka złącza SIMM na SIPP. Jak nie wiesz co to – zobacz do Wikipedii

To była ta magiczna chwila, bo mało kto mi wierzył, że wystarczyło do pamięci SIMM dolutować nóżki, żeby zrobić z nich SIPP
Po zakończeniu mego dzieła, okazało się, że jednak miałem rację i po wciśnięciu RAMu na płytę i włączeniu komputera słychać było magiczne „tyk.. tyk… tyk… tyk… trrrrrrrrrrrr, pik, pik,” a na ekranie pojawił się napis:
2048 KB RAM OK, Press any key to continue...
Niedługo po tym dokupowałem stację dyskietek 3,5″ (bo jeszcze takiej nie miałem), to już wtedy było za 70 zł.

Tak, uczyłem się sam, na własnych doświadczeniach i za własne pieniądze. Następcą pierwszego mojego komputera był 386 DX 40MHz, którego (jak się dowiedziałem po kilku latach) poddałem dość mocnemu overclocking’owi – przez chwilę śmigał jako 73,4 MHz. Niestety takiego pojęcia nie było w tamtych czasach, więc nie wpadłem na pomysł założenia radiatora na procesor! W rezultacie dość szybko udało mi się go „lekko” przegrzać. Wraz z całkiem niespodziewanym efektem akustyczno-wizualnym procesor „odlutował się” od płyty głównej, wbijając swoje pozostałości w metalową pokrywę obudowy jeszcze typu XT. Może i dobrze, że taki solidny kawał blachy, a nie jak teraz obudowy grubości puszki od Coli…
Jakież było moje zdziwienie i jak wiele się wtedy nauczyłem, bo musiałem się ponownie przesiąść na sporo wolniejszy 286. Ponowna reinstalacja Windows 3.1, może 3.11, a może już pierwsze Windows 95… Wtedy poznałem termin tryb chroniony, rzeczywisty i rozszerzony…

W tamtych czasach już mocno zainteresowałem się pracą w sieci. Windows 3.11 (for Workgroups) mocno mnie pociągnęło w kierunku sieci. Jednocześnie, mniej więcej w tym samym okresie poznawałem to coś, co się nazywało Linuxem – wtedy chyba bardziej jeszcze Unixem, ale dużo ciekawych dla mnie nowinek po stronie software’u… Jak już wspomniałem, uczyłem się na własnych błędach, co często powodowało spędzeniem kilkunastu godzin przy ponownej instalacji np. Windows 95 z bodajże 64 dyskietek.

!!! Wyobraź to sobie !!!
Instalujesz system przez niemal pół dnia, kiedy nagle okazuje się, że dyskietka nr 62 ma błędne sektory i nie daje się odczytać!

„Chwilę” później pracowałem wraz z kolegą w sklepie/komisie/serwisie komputerowym. Wtedy już stały dostęp do Internetu zaczynał powoli się pokazywać na rynku. My, w naszym punkcie, po prostu musieliśmy mieć stałe łącze, żeby móc ściągnąć sterowniki, jakieś aktualizacje, czy choćby poczytać co nowego dzieje się na rynku.

Jakikolwiek router rozdzielający nasze „super szybkie” (ale stałe) łącze – 128kb/s, które było i tak ponad 2 razy szybsze niż komutowane łącze przez modem, często nie spełniał naszych oczekiwań, a sprzęt, który byśmy chcieli, niestety był dla nas nieosiągalny ze względu na cenę. Oboje zaczęliśmy zgłębiać temat Linuxa (wtedy polskim hitem było Freesco), dzięki któremu można było „zbudować” własny router, który wraz z „Sambą” stanowił mega udogodnienie, jakim był wspólny dysk sieciowy. Najlepsze było to, że całość mieściła się na jednej dyskietce 3,5″ – 1,44 MB!!! Ba, później nawet więcej, bo wystarczyło doinstalować „Apacza” i już mieliśmy własny serwer WWW – a to już burżuazja

Później nadeszły czasy sieci osiedlowych. Pierwszy zarządzany przeze mnie serwer – znaczy router ;), oparty na intelowskim Pentium IV 1,4 GHz, 1GB RAMu i 2-ma dyskami po 40GB każdy, stanął u mnie w piwnicy podpięty do symetrycznego łącza 1/1 Mbit. WOW, to była prędkość. Pierwsza mp3’ka ściągnięta w kilka sekund (a nie kilka minut). To były czasy…

No dobra, tyle historii.

Co teraz robię?

Ogólnie rzecz ujmując, większość czasu poświęcam na budowaniu stron internetowych. Robimy to wspólnie wraz z moją wspaniałą żoną Magdą i świetnym zespołem freelancerów oraz współpracowników. Podkreślę słowo budowanie, bowiem ja konkretnie zajmuję się (jak się zapewne domyślasz), składaniem w całość różnych modułów odpowiedzialnych za określone działanie na stronie. Począwszy od fizycznego działania samej strony, konfigurację hostingu na własnym serwerze, czy na hostingu klienta, dla którego tworzymy konkretny projekt.

Zdecydowana większość stron oparta jest na WordPress’ie. Dlaczego – odpowiedź jest prosta: nie trzeba wymyślać koła na nowo
Jakieś tam łącznie całe moje doświadczenie, uświadomiło mnie już wielokrotnie, że WP jest jednym z najprostszych i zarazem najelastyczniejszych narzędzi do budowy zwykłej prostej jednostronicowej witryny, jak również mega rozbudowanej i wielopoziomowej platformy szkoleniowej połączonej z kilku subdomen.
Owszem, opiekuję się też różnymi stronami, czy to na skrypcie Joomla, czy forum BB, jednak dzięki WordPress’owi większość integracji i połączeń technologicznych staje się albo w ogóle możliwe do zrealizowania bądź wręcz jest proste.

Na stronie z moim, a właściwie Naszym portfolio, możesz rzucić okiem na strony, które już zrobiliśmy. 

 

Tworzenie Stron & Usługi Informatyczne

Kontakt

Jeśli chcesz się ze mną skontaktować…

Przejdź do strony

lub