Kilka słów o autorze

To dość trudne pisać samemu o sobie samym…

Słowem wstępu muszę nadmienić, że już od wielu lat (dawien dawna) mam hopla na punkcie sprzętu i konfiguracji elementów informatycznych. Po prostu na początku mojej przygody z komputerami nie mogłem, od tak sobie, dostać komputera od rodziców… Zacząłem go sobie kupować po trochu i składać samemu
Zacząłem dość szybko (gdzieś tak w 6-7 klasie podstawówki – lata 90-te) zbierając i składając swojego pierwszego PC’ta, którym był 286 od AMD o zabójczej prędkości 16 MHz w trybie Turbo (które i tak zawsze było włączone), później już z dyskiem twardym MFM 5,25″ o gigantycznej pojemności 19,82 MB, a pamięć ram – całe 2 MegaBajty, musiałem zmodyfikować od razu po zakupie – przeróbka złączy z SIMM na SIPP. Nie wiesz co to – zobacz do Wikipedii
Obecny przy tym znajomy – do dziś pamiętam jak mówił – „…normalnie nie wierzę, że właśnie puszczasz z dymem prawie 2,5 miliona złotych…”
Tak, tak, to jeszcze było przed denominacją złotego, czyli w przeliczeniu na dzisiejszą walutę coś koło 120 zł za 1 MB RAMu

Następcą był 386 DX 40MHz, którego (jak się dowiedziałem po kilku latach) poddałem dość mocnemu overclocking’owi – przez chwilę śmigał jako 88,6 MHz. Niestety takiego pojęcia nie było w tamtych czasach, więc nie wpadłem na pomysł radiatora na procesor. W rezultacie dość szybko udało mi się go przegrzać. Wraz z całkiem niespodziewanym efektem akustyczno-wizualnym procesor „odlutował się” od płyty głównej, wbijając swoje pozostałości w metalową pokrywę obudowy jeszcze typu XT. Może i dobrze, że taki solidny kawał blachy, a nie jak teraz obudowy grubości puszki od Coli…
Jakież było moje zdziwienie i jak wiele się wtedy nauczyłem, bo musiałem się ponownie przesiąść na sporo wolniejszy 286. Ponowna reinstalacja Windows 3.1, może 3.11, a może już pierwsze Windows 95… Wtedy poznałem termin tryb chroniony, rzeczywisty i rozszerzony, bo to on był winowajcą spędzenia kilkunastu godzin przy ponownej instalacji właśnie chyba Windows 95 z bodajże 64 dyskietek.
!!! Wyobraź to sobie !!!
Instalujesz system przez niemal pół dnia, kiedy nagle okazuje się, że dyskietka nr 62 ma błędne sektory i nie daje się odczytać!

„Chwilę” później pracowałem wraz z kolegą w sklepie/komisie/serwisie komputerowym. Wtedy już stały dostęp do Internetu zaczynał powoli się pokazywać na rynku. My, w naszym punkcie, po prostu musieliśmy mieć stałe łącze, żeby móc ściągnąć sterowniki, jakieś aktualizacje, czy choćby poczytać co nowego dzieje się na rynku.

Jakikolwiek router rozdzielający nasze „super szybkie” łącze – 128kb/s, które było i tak ponad 2 razy szybsze niż komutowane łącze przez modem, często nie spełniał naszych oczekiwań, a sprzęt, który byśmy chcieli, niestety był dla nas nieosiągalny ze względu na cenę. Oboje zaczęliśmy zgłębiać temat Linuxa (wtedy polskim hitem było Freesco), dzięki któremu można było „zbudować” własny router, który wraz z „Sambą” stanowił mega udogodnienie, jakim był wspólny dysk sieciowy. Najlepsze było to, że całość mieściła się na jednej dyskietce 3,5″ – 1,44 MB!!! Ba, później nawet więcej, bo wystarczyło doinstalować „Apacza” i już mieliśmy własny serwer WWW – a to już burżuazja

Później nadeszły czasy sieci osiedlowych. Mój pierwszy serwer (znaczy router), oparty na Intelowskim Pentium IV 1,4 GHz, 1GB RAMu (już DDR) i 2 dyskami po 40GB każdy, stanął u mnie w piwnicy podpięty do symetrycznego łącza 1/1 Mbit. WOW, to była prędkość. Pierwsza mp3’ka ściągnięta w kilka sekund (a nie kilka minut). To były czasy…

Gdzieś w między czasie, wraz z innym kolegą poznawałem „tajniki motoryzacji”. Któregoś dnia dostałem Motorynkę i już wiedziałem, że to moje drugie zamiłowanie. Coś naprawić, poprawić, doprowadzić do oryginału… Albo, żeby po prostu działało…